Franciszkanie.pl - serwis informacyjnyFranciszkanie.pl - serwis informacyjny

Zjednoczeni w Eucharystii i męczeństwie

30.12.2015

O relacjach Eucharystii i męczeństwa w zjednoczeniu z Jezusem męczenników franciszkańskich z Peru mówił o. Marek Augustyn w swoim referacie wygłoszonym we Wrocławiu. Wystąpienie miało miejsce 10 października, podczas sesji popularno - naukowej, która dla franciszkanów posługujący we Wrocławiu i wiernych, była częścią przygotowań do beatyfikacji o. Michała Tomaszka i o. Zbigniewa Strzałkowskiego..

o. dr Marek Augustyn OFMConv.

Błogosławieni O. Zbigniew Strzałkowski i o. Michał Tomaszek - zjednoczeni z Jezusem przez Eucharystię i męczeństwo

5 grudnia 2015 r. zostaną wyniesieni do chwały ołtarzy dwaj polscy franciszkanie: o. Zbigniew Strzałkowski i o. Michał Tomaszek, którzy oddali swoje życie za Chrystusa i Kościół, przyjmując męczeńską śmierć z rąk komunistycznego ugrupowania „Sendero Luminoso” 9 sierpnia 1991 r. w małej miejscowości Pariacoto położonej w peruwiańskich Andach.

Niniejszy artykuł przygotowany na sesję naukową poświęconą polskim Misjonarzom jest nie tylko wyrazem hołdu dla Współbraci, seminaryjnych kolegów, ale ma na celu także ukazanie głębokiego związku celebracji eucharystycznej z poświęcaniem kapłańskiego życia jako ofiary zjednoczonej z ofiarą Chrystusa.

1. Idea męczeństwa w Kościele.

Kościół zrodził się z krwi męczenników. „Jezus powiedział do swoich uczniów: Zaprawdę, zaprawdę powiadam wam: jeśli ziarno pszenicy wpadłszy w ziemię nie obumrze, zostanie tylko samo, ale jeżeli obumrze, przynosi plon obfity. Ten, kto kocha swoje życie traci je, a kto nienawidzi swego życia na tym świecie, zachowa je na życie wieczne” (J 12, 24-25). Dlatego też od początku istnienia Kościoła wierzono głęboko, że sanguis martyrum – semen christianorum. W dzisiejszych czasach Kościół nadal jest męczeński. Prześladowania ludzi wierzących - kapłanów, zakonników i świeckich – zaowocowały wielkim posiewem męczenników w różnych częściach świata. Również w ostatnich latach słyszymy o odważnych ofiarach prześladowanych za wiarę w Chrystusa, którym z tego powodu odbierane jest życie. Często ludzie ci świadomie wybierają śmierć nie chcąc wyrzec się Chrystusa i Kościoła[1].

Od początku Kościoła podziwiamy w aktach męczenników ich niezwykłą odwagę okazywaną zwłaszcza w momencie najważniejszym, kiedy oddawali swoje życie za wiarę.

Czytając na temat życia pierwszych chrześcijan, możemy już zauważyć jak wielką siłę i moc czerpali oni z daru Najświętszej Eucharystii, która przecież jest nie czym innym jak uobecnieniem w naszej teraźniejszości Męki, Śmierci i Zmartwychwstania Jezusa Chrystusa.

Spójrzmy na tę sprawę poprzez odniesienie własnego życia do Eucharystii, która wyjawia fundamentalną zasadę chrześcijaństwa: Chrystus umarł za wszystkich ludzi, aby mogli zasługiwać na zbawienie, czyli uczestnictwo w życiu Bożym. Tak właśnie postępowali męczennicy. Nosili w sobie obraz Chrystusa, okazując to w Eucharystii. Ci z nich, którzy zostali aresztowani i szykowali się na śmierć, byli otaczani opieką całego Kościoła, który organizował im pomoc duchową i materialną. W więzieniu czy w kopalniach, gdzie często zsyłano chrześcijan, odwiedzali ich diakoni z komunią. W tym sensie Orygenes nazywa męczeństwo najlepszym sposobem składania dziękczynienia — eucharistein. Słowo to zresztą pojawia się często w opisach męczeństwa, aby w ten sposób podkreślić mocniej więź męczeństwa i Eucharystii. Pierwsze teksty dotyczące teologii Eucharystii są ściśle związane z refleksją nad męczeństwem[2]. Święty Polikarp ze Smyrny, umęczony w drugim wieku po Chrystusie, płonąc na stosie, wypowiedział przejmującą, pełną teologicznych intuicji modlitwę: „Panie, Boże wszechmogący, Ojcze Twego umiłowanego i błogosławionego Syna, Jezusa Chrystusa, przez którego pozwoliłeś nam się poznać, Boże aniołów i mocy, Boże wszelkiego stworzenia i całego plemienia sprawiedliwych, którzy żyją w Twojej obecności: Błogosławię Cię, że uznałeś mnie godnym tego dnia i tej godziny, kiedy to, zaliczony do twoich męczenników, dostępuję udziału w kielichu Twego Chrystusa, abym mógł też zmartwychwstać na życie wieczne duszy i ciała w nieskazitelności Ducha Świętego. Obym razem z nimi został dziś przez Ciebie przyjęty jako ofiara tłusta i Tobie miła tak, jak ją Sam przygotowałeś, z góry objawiłeś i wypełniłeś Ty, Bóg prawdziwy i nieznający kłamstwa”[3]. Jakże widoczne jest w tej pięknej modlitwie jasne odniesienie do zanoszonej podczas każdej mszy św. tzw. modlitwy eucharystycznej.

Innym pięknym przykładem idei męczeństwa połączonej z ofiarą życia i kapłaństwem oraz Eucharystią może być kazanie św. Piotra Chryzologa, biskupa (kazanie 108) – Śmierć męczenników jest przejściem do życia. Oto myśli świętego biskupa:

"Proszę was, bracia, przez miłosierdzie Boże, abyście dali ciała swoje na ofiarę żywą". Prosi nas święty Paweł, a raczej to Bóg sam prosi za pośrednictwem Apostoła, ponieważ bardziej pragnie być miłowany niż wzbudzać lęk, bardziej pragnie być Ojcem niż Panem. Tymi zaś słowami ukazuje Apostoł wszystkim ludziom najgłębszą istotę kapłaństwa: "Abyście dali ciała swoje na ofiarę żywą". 

O niesłychana godności chrześcijańskiego kapłaństwa! Tutaj człowiek sam jest dla siebie ofiarą i kapłanem. Nie szuka poza sobą, co mógłby ofiarować Bogu. Sam w sobie
i z sobą przynosi to, co winien za siebie złożyć Bogu w ofierze. Ofiara nie ulega zniszczeniu i kapłan pozostaje ten sam. Ofiara żyje nadal, a kapłan jej nie zabija. 

"Proszę was, bracia - powiada Apostoł - przez miłosierdzie Boże, abyście dali ciała swoje na ofiarę żywą". Bracia! Taka ofiara ma wzór w ofierze Chrystusa, który ciało swe wydał za życie świata, a przecież pozostał żywym. On to uczynił siebie żywą ofiarą, albowiem zabity, nie przestał żyć. W takiej ofierze śmierć odebrała swą należność, ale żertwa ofiarna żyje nie zniszczona, i dlatego śmierć doznaje klęski. Stąd to męczennicy rodzą się, gdy umierają, zaczynają życie, gdy je kończą, żyją, gdy są zabijani, jaśnieją na niebie, kiedy na ziemi ogłasza się ich koniec. 

"Proszę was, bracia, przez miłosierdzie Boże, abyście dali ciała swoje na ofiarę żywą i świętą". O tym właśnie mówił Prorok: "Nie chciałeś ofiary i daru, lecz przygotowałeś mi ciało".

Bądź przeto ofiarą i kapłanem Boga. Obyś nie zaprzepaścił tego, co dała ci i powierzyła moc Boża. Przywdziej szatę świętości. Przepasz się pasem czystości. Chrystus niech będzie osłoną twej głowy. Krzyż na twym czole niechaj broni cię zawsze. Strzeż w swoim sercu sakramentu Bożych pouczeń. Rozpal wonne kadzidło twojej modlitwy. Pochwyć miecz Ducha. Serce swe uczyń ołtarzem. W ten sposób z ufnością złóż swoje ciało na ofiarę dla Boga[4].

„Jezus powiedział do swoich uczniów: Zaprawdę, zaprawdę powiadam wam: jeśli ziarno pszenicy wpadłszy w ziemię nie obumrze, zostanie tylko samo, ale jeżeli obumrze, przynosi plon obfity. Ten, kto kocha swoje życie traci je, a kto nienawidzi swego życia na tym świecie, zachowa je na życie wieczne” (J 12, 24-25).

Kolejny świadek, św. Ignacy Antiocheński potraktował słowa Chrystusa o ziarnie pszenicznym, które musi obumrzeć bardzo na serio i nadał Jezusowej wypowiedzi sens dosłowny. Wiedziony już jako starzec na arenę męczeńską wołał w uniesieniu: „Jakże bardzo pragnę być zmielony w kłach dzikich zwierząt na pszenicę Chrystusową”. Ta wspaniała „pszenica” zmieszana z krwią męczeńską wpadła w ziemię i wydała plon obfity i wydaje go po dzień dzisiejszy.

Wydaje się być sprawą oczywistą, że o własnych siłach męczennicy nie mogliby się wznieść na takie wyżyny. Potrzebowali, jak i my dzisiaj potrzebujemy, widzialnych, liturgicznych znaków. Z trzech powodów. Po pierwsze, wynika to z samej naszej natury, która daje się prowadzić do spraw duchowych jedynie poprzez znaki materialne. Po drugie, nasza skłonność do zła i grzechu sprawia, że dopominamy się „duchowego lekarstwa” ujawniającego się właśnie w zewnętrznych rytach, pod którymi kryje się najwspanialsza prawda o Jezusie, który także dzisiaj ponawia swoją Ofiarę i umacnia nas swoim Ciałem i Krwią. I po trzecie wreszcie, wszystkich nas intryguje cielesność i byłoby czymś bardzo uciążliwym, gdybyśmy zostali odarci z wartości przez nią niesionych. Stąd też czynione przez nas gesty i wypowiadane słowa kryją i ujawniają zarazem nasz udział w tajemnicy życia, śmierci i zmartwychwstania Chrystusa, który wziął na siebie grzechy całego świata i zaniósł je na krzyż. Liturgia jest tego wydarzenia widomą ekspresją, jako sakrament Ofiary.

W świetle powyższego można z pewnością stwierdzić, że to sam Pan Jezus poprzez swoją Ofiarę poniesioną przez Mękę i śmierć na krzyżu, którą nie tylko zamknął w Misterium Eucharystii, ale ją w tej największej tajemnicy naszej wiary uobecnił, On sam stał się wzorem prawdziwej ofiary i modelem męczennika chrześcijańskiego. Do Jego zatem Męki i do tajemnicy Eucharystii odwoływali się wyznawcy Chrystusa, którym przyszło świadczyć o prawdziwości wiary. Przyjęto nawet od starożytności chrześcijańskiej, że to sam Chrystus cierpi w męczenniku[5].

2. Męczeństwo kapłana sprawującego Eucharystię

Ojciec św. Jan Paweł II pisząc swoje wielkoczwartkowe listy do kapłanów całego świata często nauczał o potrzebie prawdziwej ofiary ze strony sprawującego Eucharystię.

Jakże wymowny był jego ostatni list z 2005 roku, w którym po raz kolejny, i w tym wypadku ostatni, dotykał Jan Paweł II samej istoty kapłaństwa. A pisał go już schorowany, dotknięty bólem i niemocą, odprawiając swoja ostatnią mszę życia, łącząc się swym cierpieniem z Ofiarą Chrystusa Pana: „Moja myśl biegnie ku wam, Kapłani, podczas gdy przebywam na leczeniu i rehabilitacji w szpitalu, chory pośród chorych, jednocząc
w Eucharystii moje cierpienie z cierpieniem Chrystusa” (LWC 2005, 1)[6].

Eucharystia buduje Kościół przez konsekrację. W Liście św. Pawła do Rzymian czytamy: „Proszę was, bracia, przez miłosierdzie Boże, abyście dali ciała wasze na ofiarę żywą, świętą, Bogu przyjemną, jako wyraz waszej rozumnej służby Bożej” (Rz 12, 1). Inaczej mówiąc: czyńcie także i wy to, co uczynił Jezus, stańcie się i wy eucharystią dla Boga! On złożył siebie Bogu w ofierze jako miłą woń; ofiarujcie się i wy na ofiarę żywą i miłą dla Boga! A Jezus mówi: „To czyńcie na moją pamiątkę” (Łk 22, 19). Czyńcie to, co jest istotne w tym, co ja zrobiłem; złóżcie i wy swoje ciała na ofiarę, jak widzicie, że ja uczyniłem. „Dałem wam bowiem przykład, abyście i wy tak czynili, jak Ja wam uczyniłem” (J 13, 15). W tym nakazie Jezusa jest coś bardziej naglącego i uderzającego. My jesteśmy Jego „ciałem”, Jego członkami; dlatego to tak jakby Jezus powiedział: Pozwólcie Mi ofiarować Ojcu to moje Ciało, którym wy jesteście; nie przeszkadzajcie mi ofiarować siebie samego Ojcu; ja nie mogę ofiarować się całkowicie Ojcu, dopóki choćby jeden członek mego Ciała wzbrania się ofiarować wraz ze mną. Dopełnijcie więc to, czego brakuje mojej ofierze; czyńcie radość moją pełną[7].

Na ołtarzu sprawuje się także nasza tajemnica. Aby sprawować w prawdzie Eucharystię, musimy i my także „czynić” to, co uczynił Jezus. A co uczynił? Przede wszystkim: połamał chleb. Czy Jezus połamał chleb tylko dlatego, by każdemu dać kawałek, a więc ze względu na swoich uczniów? Nie! Ten gest miał przede wszystkim znaczenie ofiarne, dokonujące się między Jezusem a Ojcem; nie oznaczał jedynie podzielenia, ale również ofiarowanie siebie, złożenie siebie w ofierze. Chlebem jest On sam; łamiąc chleb, Jezus połamał siebie samego w znaczeniu, w jakim mówił o Nim w zapowiedziach Stary Testament: „On został przebity za nasze grzechy” (Iz 55, 5). Jezus łamie samego siebie przed Bogiem, „stawszy się posłusznym aż do śmierci” (Flp 2, 8), by potwierdzić prawa Boga naruszone przez grzech, by zdecydowanie ogłosić, że Bóg jest Bogiem[8].

W to misterium Chrystusowego kapłaństwa i ofiary jesteśmy włączeni przez powołanie i wezwanie Jezusa.: To czyńcie na moja pamiątkę!(Łk 22,19). Co wiec znaczy być kapłanem, uczestnikiem jedynego kapłaństwa Chrystusowego? Co znaczy dla kapłana sprawowanie Najświętszej Eucharystii? Znaczy to: być nie tylko ofiarnikiem, ofiarującym, ale równocześnie darem ofiarnym, by wraz z Jezusem składać siebie w ofierze. Jakże bardzo trzeba nam do tego dojrzewać.

Nawiązując do słów ustanowienia Eucharystii, Święty Jan Paweł II taką snuł refleksję: „Całkowite darowanie się Chrystusa, które ma swoje źródło w trynitarnym życiu Boga- Miłości, osiąga swój najwyższy wyraz w ofierze na krzyżu, której sakramentalną antycypacją jest Ostatnia Wieczerza. Nie można powtarzać słów konsekracji, bez poczucia, że jesteśmy włączeni w ten duchowy nurt. W pewnym sensie kapłan powinien uczyć się wypowiadać je również w odniesieniu do siebie, w prawdzie i z wielkodusznością: Bierzcie i jedzcie! Jego życie bowiem ma sens, jeśli potrafi on uczynić z siebie dar, oddając siebie do dyspozycji wspólnoty, służąc każdemu, kto jest w potrzebie. Tego właśnie oczekiwał od swoich apostołów Jezus, co podkreśla ewangelista Jan opowiadając o umyciu nóg. Tego też oczekuje od kapłana Lud Boży” (LWC 2005,3).

To życie składane w ofierze może też być rozłożone na lata codziennej, sumiennej, ofiarnej posługi duszpasterskiej. I taka jest najczęstsza droga realizacji kapłańskiego powołania. Wpatrzeni w Jezusa Chrystusa, Najwyższego Kapłana, jedynego pośrednika, Dobrego Pasterza, musimy wciąż uczyć się tej ofiarnej służby, troski o zbawienie naszych bliźnich. „Ta troska – pisał św. Jan Paweł II w innym wielkoczwartkowym liście – jest szczególną racją bytu naszego życia kapłańskiego, (…) ona właśnie nadaje mu sens – i tylko przez nią możemy też odnaleźć pełny sens naszego własnego życia, naszą doskonałość, naszą świętość” (LWC 1979,5). A dalej tak wołał Wielki Papież: „Nikomu z nas nie wolno zasłużyć na nazwę najemnika, tego, którego owce nie są własnością, tego, który opuszcza owce i ucieka, a wilk je porywa i rozprasza. Najemnik zaś ucieka, bo jest najemnikiem i nie troszczy się o owce (J 10,12-13). Troska zaś dobrego pasterza jest, aby (owce) miały życie, i miały je w obfitości (J 10,10), aby nikt z nich nie zginął (por. J 17,12), ale miał żywot wieczny. Trzeba, ażeby ta troska głęboko przenikała nasze dusze. Ażebyśmy nią żyli. Aby była podstawą naszej tożsamości kapłańskiej” (LWC 1979,7).

Jeśli tak rozumieć, a nie można inaczej, życie kapłańskie, to trzeba przyznać, że życie każdego kapłana powinno być jedną wielką mszą (ks. Gaston Courtois). Przy święceniach biskup zwraca się do nowych kapłanów: naśladujcie to, co sprawujecie. A więc uczyńcie także z naszego życia ofiarowanie, konsekrację i komunię. Jezus przychodzi, powołuje kapłana nie tylko na czas sprawowania Mszy świętej, ale na całe życie. On pragnie wypełniać całe życie kapłańskie. Oto stoję u drzwi i kołaczę (Ap 3,20). Stoi Chrystus u drzwi kapłańskiego serca każdego, kolejnego dnia: puka, by wejść, by swoim Boskim światłem, łaską, miłością ogarnąć poszczególną godzinę kapłańskiego życia i posługi.

3. Ofiara o. Zbigniewa i o. Michała

Nowi Błogosławieni Męczennicy – misjonarze: o. Zbigniew Strzałkowski i o. Michał Tomaszek od wczesnego dzieciństwa wychowywani byli do ofiarności i nieoszczędzania samych siebie. Nie są to słowa na wyrost, powodowane wyniesieniem ich do chwały ołtarza, ale świadectwo kolegi z seminarium i kolegi rocznikowego o. Michała, a więc świadectwo osoby – świadka ich życia. Zwłaszcza wspólny pobyt z Męczennikami
w Seminarium Duchownym Franciszkanów w Krakowie, pozwalał na dostrzeganie niemalże codziennie i wzorowej postawy i wrażliwości wobec innych, współbraci i świeckich, często postawy ofiarności[9].

Ojciec Zbigniew Strzałkowski przyleciał do Peru 2 grudnia 1988 roku. Kilka miesięcy później, 25 lipca 1989 roku dołączył do niego o. Michał Tomaszek. Ich celem było Pariacoto, miejscowość położona około 500 km od Limy, w górzystym terenie. Tam miała funkcjonować wspólnota zakonna. Ta andyjska parafia zajmuje około 1000 kilometrów kwadratowych terenu. 63 wioski rozrzucone w górach na wysokości od 1600 – 4500 m. n.p.m. Misjonarze mogli dotrzeć tam samochodem (np. 1 godz.), potem konno (5 - 6 godz.). Do wielu miejsc misjonarze mogli dotrzeć tylko piechotą. To miejsce, które nie rozpieszczało. Duże wyzwanie, wymagające siły i cierpliwości. Zamieszkałe przez ludzi biednych, niewykształconych, zostawionych samym sobie. To polscy franciszkanie poszli do tych Peruwiańczyków z Chrystusem i najzwyklejszą, codzienną pomocą. I to nie mogło podobać się komunistom ze Świetlistego Szlaku[10]. Oprócz trudnej pracy duszpasterskiej, w którą o. Zbigniew wpisał się jako szczególnie troszczący się o chorych i starszych, o. Michał został zapamiętany jako duszpasterz dzieci i młodzieży[11], Ojcowie pracowali nad edukacją ludzi.  Pamiętam jak podczas pobytu w Peru w roku 2001, z okazji 10. rocznicy męczeństwa, miejscowi ludzie wysoko w górskich wioskach, opowiadali o zaprojektowanym przez Misjonarzy „wodociągu”, czyli zbudowanemu systemowi rur, które doprowadzały wodę ze strumienia na główny plac wioski. Dzięki temu mogli franciszkanie ulżyć zwłaszcza doli kobiet i dziewcząt, które wodę nosiły z daleka na własnych ramionach.

Nic zatem dziwnego, że Zakonnicy byli solą w oku komunistów ze Świetlistego Szlaku. Misjonarze zadbali o zdrowie mieszkańców. W tym rejonie cholera zbierała żniwo wśród Peruwiańczyków, a polscy misjonarze sprowadzili pielęgniarki i lekarzy, którzy zajęli się profilaktyką i leczeniem. Franciszkanie na każdym kroku udowadniali, że ich dewiza „pokój i dobro” daje lepsze rezultaty niż czerwony terror[12]. Kilkakrotnie byli nawet namawiani przez życzliwych ludzi, aby opuścili misję i wyjechali z Pariacoto dla własnego bezpieczeństwa.  Pozostali do końca ze swoimi wiernymi, bo wiedzieli, że dobry pasterz nie opuszcza swojej owczarni.

Piątek 9 sierpnia 1991 roku był zwykłym dniem. Życie w Pariacoto, małej wsi, toczyło się swoim rytmem. Także w kościele wszystko było jak zwykle. Przyszli po południu, lub wieczorem. Zamaskowani i uzbrojeni. Wiedzieli czego chcą. W kościele trwały przygotowania do mszy. Ojciec Michał i ojciec Zbyszek byli w zakrystii. Tam znalazła ich siostra Berta i to od niej dowiedzieli się o obecności wielu terrorystów we wsi. To była bardzo niepokojąca wiadomość, ale nie wstrzymała przygotowań do mszy świętej
i nie wstrzymała samej liturgii. Ojciec Michał przeczytał Ewangelię a o. Zbigniew wygłosił homilię – o wierze i zaufaniu. Ale ludzie zgromadzeni w kościele bali się. Zła sława komunistów z Świetlistego Szlaku była silna. Po Eucharystii część wiernych szybko wyszła z kościoła. Franciszkanie robili dalej swoje: kontynuowali spotkanie z młodzieżą, w międzyczasie ojciec Zbigniew opatrywał ranę małemu dziecku.

Trzej zamaskowani i uzbrojeni terroryści stanęli w drzwiach kościoła. Za nimi zgromadziła się grupa ich kamratów. Przyszli po kapłanów. Na ich drodze stanęła siostra zakonna. Ze spokojem zapytała, czego sobie życzą. „Jesteśmy Towarzyszami. Chcemy rozmawiać z ojcami” - powiedział ten, który stał najbliżej siostry. Pierwszy przyszedł o. Zbyszek. „Pan jest ojcem?” - usłyszał pytanie. „Tak. Jestem” - odpowiedział spokojnie. Właśnie zapadł wyrok na pierwszego kapłana. „Związać go” - rzucił rozkaz drugi terrorysta. Już było wiadomo, że komuniści przyszli konkretnie po upatrzone, wytypowane ofiary.
Nie było tu przypadkowości, nie było zaskoczenia. Ich pierwszy cel stał przed nimi. Nieuzbrojony i spokojny. Łatwy cel dla uzbrojonej bandy. O. Zbyszek bez słowa podał ręce do związania. „Ilu jest ojców?” - kolejne pytania nie zostawiały wątpliwości, że terroryści nie zadowolą się jednym księdzem. „Dwóch” - powiedział krótko zakonnik. Nie miał szans ukryć swojego współbrata, który także był w kościele. Po chwili przyszedł o. Michał.
Jego też związano.  „W ilu tutaj żyjecie?” - zapytał terrorysta. „Pięciu. Dwóch ojców i trzech postulantów” - odpowiedział o. Zbyszek. Komuniści chcieli ich także dostać, ale franciszkanie zdecydowanie się sprzeciwili. „Niech postulanci też przyjdą!” - naciskali bandyci. „Nie!” - odpowiedział o. Zbyszek. „Oni nie są ojcami. Kapłanami jesteśmy my dwaj” - dodał. Być może właśnie w tej chwili misjonarz ocalił życie trzech postulantów. Terroryści zadowolili się dwoma polskimi zakonnikami. Bracia zostali zabrani. Cały czas towarzyszyła im siostra Berta. Nie chciała ich opuścić. I to ona była świadkiem oskarżeń jakie spadły na ojców. Terroryści zarzucali im, że propagują religię, która jest „opium dla ludu”, że opóźniają rewolucję głosząc Słowo Boże, modląc się na różańcu, opiekując się miejscową ludnością. Zamiast walczyć – mówili chłopom o pokoju. Zamiast rekwirować żywność – dzielili się tym, co mieli. Franciszkanie musieli za to zginąć. Nie mieli szans.

Terroryści uprowadzili z Pariacoto dwóch misjonarzy i wójta. Wywieźli ich do Pueblo Viejo. W kurzu drogi, twarzą do ziemi leżał ociec Michał, obok niego leżał wójt, a trzeci w kolejności związany ojciec Zbyszek. Pewnie się modlili, czy myśleli o swoich rodzinach zostawionych w Polsce...? Leżeli i czekali. Ok. g. 21 dały się słyszeć strzały z rejonu Pueblo Viejo. Godzinę później siedmiu mężczyzn, chłopców, nieco później większa grupa udała się tam. W tym czasie znów był straszny wybuch, widać było ogień. Okazało się, że terroryści zniszczyli samochody Ojców. Po powrocie młodzi oznajmili, że napotkali ciała Ojców pomordowanych. S. Berta z dwoma mężczyznami udała się do Casmy, by powiadomić biskupa i księży. Inni ok. 4.30 poszli na miejsce egzekucji. O g. 5 rano ujrzeli ciała Ojców związanych twarzami do ziemi schylonych, a strumyki krwi połączyły się w jeden. Ojców Misjonarzy zabito strzałami w tył głowy. Na plecach Ojca Zbigniewa była tabliczka z wyrokiem: „Tak umierają lizusy imperialistów.” W rogu czerwony młot i sierp i wezwanie terrorystów: niech żyje komunistyczna partia Peru! Rano w obecności gubernatora i policji przewieziono ciała Ojców Męczenników do kościoła. Przyjechał biskup Luis Bambaren, gdy zobaczył zamordowanych Misjonarzy zapłakał. Odprawił Mszę św. z licznym udziałem wstrząśniętego ludu. Ciała zabrano do Casma na autopsję.
W miejscu zabicia i w kościele ludzie gromadzili się i modlili. Na Mszę św. o g. 22 pod przewodnictwem biskupa przybyli liczni kapłani z całej diecezji oraz z Limy. Rzesze ludzi z Pariacoto, z Casma i Chimbote modliły się całą noc.

Polscy Franciszkanie, o. Michał i o. Zbyszek zginęli śmiercią męczeńską. Parafia działa dalej. Msze są ciągle odprawiane. Są już miejscowe powołania zakonne i kapłańskie. Miejscowa ludność pamięta o zamordowanych kapłanach. Czekamy na ich beatyfikację[13].

4. Wnioski dla nas, którzy zostaliśmy

Jestem głęboko przekonany, że Męczennicy franciszkańscy z Pariacoto, o. Zbigniew Strzałkowski i o. Michał Tomaszek do oddania życia za Chrystusa i za wiarę  przygotowywali się w ciągu całego swego życia. Męczeństwo nie jest bowiem jednorazowym, heroicznym, zrywem człowieka pragnącego doskonale upodobnić się do cierpiącego Chrystusa. Stanowi raczej konsekwencję wierności ewangeliczne prawdzie. Ta zaś winna obejmować całego człowieka, kształtując w ten sposób każdy dzień jego życia. Najpełniejszym przygotowaniem do zjednoczenia z Chrystusem w męczeństwie jest jednak głębokie życie eucharystyczne. To właśnie Eucharystia stanowi właściwy pokarm męczennika. Będąc bezkrwawym uobecnieniem męki Chrystusa, staje się ona źródłem duchowej siły, która pozwala męczennikowi rozlać swoją własną krew i w ten sposób zjednoczyć się ze swoim Panem i Mistrzem.

Męczeństwo o. Zbigniewa i o. Michała przypomina nam, kapłanom, że przez święcenia zostaliśmy konsekrowani, poświęceni na chwałę Bożą, na służbę Bogu, na służbę zbawienia. Nie jesteśmy już dla siebie. Celem i wypełnieniem naszego życia jest On, Jezus Chrystus. Dla mnie bowiem żyć to Chrystus –wołał św. Paweł (Flp 1,21). Gdy powtarzamy Jezusowe słowa nad chlebem: To jest ciało moje, niech one będą cichą prośbą: Panie, spraw, abym i ja, Twoje alter ego, też tak umiał dawać siebie Tobie, ludziom dla ich zbawienia. Panie, Ty wciąż mnie konsekruj, przemieniaj, bym coraz bardziej był tym, pod którego osłoną Ty się ukrywasz i działasz. Jezu, Ty żyj we mnie, Ty przeze mnie kochaj
i zbawiaj ludzi.

Być w czasie sprawowania Eucharystii nie tylko ofiarnikiem, ale stawać się także „ofiarą”, to pozostawać z Jezusem we wspólnocie życia, w jedności; to żyć i działać w świadomości Jego obecności, Jego bliskości. To sprawować sakramenty, katechizować, służyć w biurze parafialnym zawsze w jedności z Jezusem. Uczynić z naszego życia „ofiarę” to być w jedności z braćmi, zwłaszcza z kapłanami, których jednoczy ten sam przecież Chrystus i ta sama misja. Starając się o tę jedność z Jezusem, staniemy się w końcu naprawdę hostią z Hostią i nasza codzienna Msza św. jako centrum naszego życia, naszego kapłaństwa, będzie dla nas coraz głębiej przeżywaną rzeczywistością, rzeczywistością, która poprowadzi nas ku świętości, ku pełnej realizacji naszego powołania. Wtedy też – naszą ostatnią mszą – ofiarowaniem, przeistoczeniem i komunią – stanie się ten najtrudniejszy moment życia – cierpienie, choroba, śmierć – tak jak wskazał nam to św. Jan Paweł II.
Nie każdy dostępuje łaski męczeństwa, osiągają ją tylko wybrani. My zaś pamiętajmy, że życie kapłańskie składane w ofierze najczęściej jest rozłożone na lata codziennej, sumiennej, ofiarnej posługi duszpasterskiej.  Jeśli temu będziemy wierni, to zapewne
w chwilach próby, Chrystus nie poskąpi nam swej łaski, abyśmy także dali świadectwo do końca.

 

 

 

 

 

 

 

 


[1]    Por. Jan Paweł II, List apostolski Tertio millennio adveniente, nr 37. Także doniesienia medialne o mordowanych chrześcijanach zwłaszcza przez terrorystów islamskich z ISIS, jak choćby bohaterska śmierć w Libii 21 chrześcijan koptyjskich w dniu 12 lutego 2015 r..

[2]     Por. M. Starowieyski, Męczennicy — uczniami Chrystusa, w: Warszawskie Studia Teologiczne XXI(2008), s. 45-46.

[3]     Męczeństwo świętego Polikarpa, biskupa Smyrny, tłum. A. Świderkówna, w: Pierwsi świadkowie. Wybór najstarszych pism chrześcijańskich, oprac. M. Starowieyski, Kraków 1988, s. 210.

[4]    Liturgia Godzin, tom II (Pallottinum 1984), s. 606.

[5]    R. Małecki, Istotne elementy teologii męczeństwa, w: Ateneum Kapłańskie, 2-3(2000), s. 549-550.

[6]    S. Koperek, Rekolekcje kapłańskie z Janem Pawłem II.

[7]    Ks. Józef Pierzchalski na swoich stronach internetowych poświęconych liturgii tak interpretował słowa Jezusa z Ostatniej Wieczerzy, zob. http://pierzchalski.ecclesia.org.pl/index.php?page=04&id=04-01&t=2, z dn. 11. 09. 2015.

[8]    Tamże.

[9]    Zainteresowanych odsyłam do strony internetowej: http://meczennicy.franciszkanie.pl/biografie/, oraz do istniejących publikacji na temat Męczenników.

[10]  P. Michońska, Cztery kule za Jezusa, w:  http://www.stacja7.pl/article/1702/Cztery+kule+za+Jezusa, dn. 11. 09. 2015.

[11]  Jest zapewne bardzo schematyczne określenie najczęściej spełnianych przez nich obowiązków, bo jest sprawą oczywistą, że każdy z nich, zwłaszcza podczas długich wyjazdów w góry, musiał troszczyć się o potrzeby każdego: i dzieci, i młodzieży, i starszych, i chorych.

[12]  P. Michońska, dz. cyt.

[13]  Tamże.



Ta strona wykorzystuje pliki typu cookie. Jeżeli nie wyrażasz zgody na ich zapisywanie, wyłącz ich obsługę w ustawieniach swojej przeglądarki.
Zamknij