Franciszkanie.pl - serwis informacyjnyFranciszkanie.pl - serwis informacyjny

Pascha emocji - trzecia niedz. wielkanocna

14.04.2018 Prugar Andrzej

„Uczucia strachu, bojaźni, lęków, niepokojów, są immanentnym składnikiem ludzkiej psychiki…” Tak zaczyna się wstęp do książki Marii Libiszowskiej-Żółtkowskiej jako owoc międzynarodowej konferencji „Czego obawiają się ludzie”. Odbyła się ona w 2004 r w na Uniwersytecie w Warszawie. Przedstawionych zostało 100 referatów! Problem lęków jest głęboko i wewnętrznie związany z naszym życiem. 

Jezus przychodzi do „zatrwożonych i wylękłych” (Łk 24,37) apostołów i spożywa z nimi posiłek. Na wiele sposobów pokazuje, że żyje, że nie jest duchem - zjawą, ale zwycięzcą śmierci i tego wszystkiego, co z nią związane: śmiertelną niepewnością, bólem, cierpieniem, trwogą… 

Zmartwychwstały najpierw wzywa, aby popatrzeć na Jego ręce i nogi (Łk 24 ,39a). Uczniowie mogą w ten sposób przekonać się o tożsamości Jezusa. To ten sam, który przybity gwoźdźmi, umarł na krzyżu. Ma rany i żyje. Interesujące, że bardziej niż twarz Jezusa ma ich uspokoić spojrzenie na Jego rany. Najczęściej tożsamość osoby rozpoznajemy patrząc na twarz. Jezus zamienił rany - miejsca bólu w stygmaty czyli rany chwalebne. Rany rąk i nóg - miejsce unieruchomienia - już nie krępują Pana. Więcej, są niczym wojenne trofea czy olimpijskie medale. Człowiek szuka dobrej i przyjaznej twarzy dla siebie. Unikamy ran i ukrywamy je, również te dawne, one nas krępują. Jezus pragnie byśmy zobaczyli coś o wiele więcej w Jego ranach. Nasze oblicza nie zapłoną wstydem, ale rozpromienią się radością (Ps 34,6) wtedy jak zobaczymy, że każda, nawet największa rana czy malutka zmarszczka w Nim została odnowiona na wieki.   

Oprócz spojrzenia na rany, Jezus wzywa do dotyku Jego samego (Łk 24, 39b). On ma ciało i kości. Uczniowie mają przez to praktycznie przekonać się, że Jezus to nie zjawa ani duch, ale ktoś żyjący i obecny przy nich. Zjawy, duchy czy "energie" pochodzenia duchowego i demonicznego mogą być pokonane przez „dotykanie” realnego Jezusa. Wiele rzeczy nas straszy choć realnie nie istnieje. Istnieje również niewidzialny świat duchowy, w którym musimy nauczyć się poruszać, ponieważ nie wszystko w nim jest dobre, pochodzi bowiem od szatana. Ten jednak kto dotyka Jezusa, np. przez czytanie z wiarą Ewangelii czy spożywanie Eucharystii, nie tylko wyzbywa się lęku, ale poznaje świat ducha i jego ścieżki, zaczyna żyć w prawdzie, może zakotwiczyć się w rozeznaniu Kościoła i świętych. Złe duchy zaś, które rzeczywiście mogą nas napełniać lękiem (sprytnie się ukrywać i pokazywać), przez naszą łączność z Jezusem, codzienne „dotykanie” Pana odchodzą, ponieważ mamy w sobie Kogoś Mocniejszego.  

Wreszcie prosi Pan o rybę i chleb (Łk 24, 41-42). Spożywa posiłek na oczach apostołów, w trakcie którego jest prawdziwa pascha emocji: przejście od lęków, zmieszania, wątpliwości, niewiary i radości, aż do pokoju i komunii. Posiłek we wspólnocie to wymiana emocji, bardzo potrzebna, ale wymiana ta jest paschalna, kiedy Jezus jest pośrodku nas. Mogą więc uczniowie przyjąć słowa wezwania do głoszenia „wszystkim narodom, począwszy od Jerozolimy” nawrócenia i odpuszczenie grzechów. Słowa Jezusa, potwierdzone życiem i zmartwychwstaniem, ostatecznie, przynoszą pokój i wzywają do misji. 

Św. Piotr po Zesłaniu Ducha Świętego, posłuszny Jezusowi, który zabrał mu lęk i posłał na świat, w pierwszym swoim kazaniu mówi: „Wiem, bracia, że działaliście w nieświadomości, tak samo jak zwierzchnicy wasi. A Bóg w ten sposób spełnił to, co zapowiedział przez usta wszystkich proroków, że Jego Mesjasz będzie cierpiał. Pokutujcie więc i nawróćcie się, aby grzechy wasze zostały zgładzone” (Dz 3,17-19).

Nie dziwmy się, że Jezus chwalebny wzywa do głoszenia nawrócenia, czyli zmiany myślenia. Podobnie czyni Kościół przez posługę Piotra. Do życia ukierunkowanego na Boga, wolnego od grzechu, wzywa również wspólnotę Kościoła św. Jan (1 J 2, 1-5). Jezus rzeczywiście spłacił za nas dług - źródło wszelkich lęków, stał się ofiarą przebłagalną za nasze grzechy jak również za grzechy całego świata. Źrodłem naszego cierpienia i umierania jest zło przez nas wybrane poza przykazaniami. Jezus nie płaci "czymś" i nie składa "jakiejś" ofiary, która by uwalniała nas od zła i przywracała nam na nowo pokój. On sam jest ofiarą przebłagalną. On przecież żyje i przed Ojcem w niebie jest naszym Rzecznikiem - Parakletem. Musiał cierpieć - to znaczy przyjął całe doświadczenie naszych emocji wywołane przez odejście od Boga. Zna je wszystkie, może je uspokoić przez swoje Słowo i Obecność.

„Musimy - w porządku życia duchowego - przebyć ogromną drogę (bo jako stworzenia jesteśmy naznaczeni ontologicznym egocentryzmem). Trzeba przejść od całkowitego egocentryzmu do miłości ofiarnej, w pełni oderwanej od siebie, na obraz wielkiej miłości Boga. Oto droga najmniejszego stworzenia do niebiańskiej nieskończoności… Normalnie taka ewolucja potrzebowałaby niezmiernie długiego czasu. Wszystko jednak dzieje się tak jakby Bóg się śpieszył. Nie należy się zatem dziwić, jeśli ten przyśpieszony program jest raczej ciężki. Życie jest krótkie na przebycie tak długiej trasy! Patrząc od strony wieczności, nasze życie jest krótką chwilą. Mimo to mamy poczucie jego długości, zwłaszcza gdy cierpimy… kiedy przejdziemy na stronę Boga, będziemy wiedzieli tak samo jak On” (Dom Dysmas De Lassus, Przeor i Generał Zakonu Kartuzów,  wypowiedź z książki: Kard. R. Sarah, N. Diat, Moc milczenia, s.299).

Andrzej Prugar OFMConv

fot.: fr.ap, z ogrodu Franciszkanów w Krakowie

 



Ta strona wykorzystuje pliki typu cookie. Jeżeli nie wyrażasz zgody na ich zapisywanie, wyłącz ich obsługę w ustawieniach swojej przeglądarki.
Zamknij