DuchowośćŚw. Franciszeka misje Doświadczenie wiary |
br. Dariusz Mazurek OFM Conv FRANCISZEK A MISJE WŚRÓD NIEWIERNYCHSytuacja na terenach niechrześcijańskichPosługę misyjną zaczęto podejmować już przed czasami
świętego Franciszka, a szczególnym jej inicjatorem był św. Grzegorz
Wielki. Dzięki jego zabiegom niektórzy benedyktyni działali w wielu
regionach Europy. Tak oto św. Augustyn z Canterbury głosił Ewangelię
w Anglii, św. Bonifacy na ziemiach zamieszkałych przez ludy germańskie,
a św. Wojciech na Węgrzech i w Czechach. Natomiast późniejsze odgałęzienia
benedyktyńskie przyczyniły się do nawrócenia Szkocji, Irlandii i Skandynawii1.
Nie można także nie wspomnieć misji Cyryla i Metodego przeprowadzonej
pośród narodów słowiańskich2.
Fakty te szczególnie są godne uwagi, gdy popatrzy się na nie przez pryzmat duchowości ówczesnych wspólnot życia mniszego, a trzeba stwierdzić, że w opactwach i klasztorach priorytet miało prowadzenie życia duchowego nad inną formą działalności apostolskiej3. Pomimo tego, że żaden z istniejących wtedy zakonów nie ujmował w swej regule kwestii misji, czy też nie wyrażał się wprost na temat apostolstwa uniwersalnego i prawdziwie katolickiego4, nie można powiedzieć, że "duch misyjny" był zupełnie obcy okresowi historii poprzedzającemu wiek XII, czyli czasom zanim pojawił się św. Franciszek. Zdają się to potwierdzać wyżej wymienione fakty. Motywy podejmowanej wtedy działalności ewangelizacyjnej były jednak różne. Jedni byli przekonani, że zanim nadejdzie koniec świata, trzeba przyczynić się do nawrócenia ludów pozbawionych światła Ewangelii. Drudzy natomiast chcieli być bardzo posłuszni nakazowi Chrystusa, by po prostu głosić Dobrą Nowinę. Poczynaniom misyjnym tamtych czasów sprzyjały także inne okoliczności, jak na przykład rozprzestrzenienie się mocarstwa Karolingów, czy też głębokie pragnienie Kościoła Wschodniego, by wierni znaleźli się pod jego skrzydłami5. Działalność Kościoła wyraziła się także w walce zbrojnej ze względu na świętą wojnę islamu6. Próby zewangelizowania muzułmanów były podjęte stosunkowo późno. Wcześniej bowiem zajmowano się ludami w Europie czy w Azji. Po prostu nie myślano o podjęciu pracy misyjnej pośród nich, a jeżeli już przychodzili oni na myśl, to byli uważani za przeciwników chrześcijaństwa. Przykładem może posłużyć tu sytuacja z Półwyspu Iberyjskiego, w znacznej części zajmowanego przez Arabów. Bardziej myślano jak ich pokonać i zniszczyć, a nie zewangelizować. Dopiero w wieku XIII zaczęto poważnie myśleć o podjęciu próby nawrócenia tych ludów na wiarę chrześcijańską, co niekiedy wydawało się czymś niezbyt trudnym. Nawet sami papieże - Grzegorz IX i Innocenty IV - wysyłali swoje bulle przez pośrednictwo zakonów mendykanckich, licząc na przystanie Mahometan do Kościoła7. Wybrzeża północnej Afryki, niegdyś pełne chrześcijańskich wspólnot, za czasów Franciszka przedstawiały zgoła odmienny stan rzeczy. Może pewnym wyjątkiem było Maroko, bo tamtejszy sułtan po przegranej bitwie w 1212 r. pod Las Navas de Tolosa, pozwolił chrześcijanom na nieco więcej swobody, szczególnie zaś uczynił to względem żołnierzy hiszpańskich. Zgadzał się na budowę kościołów, a nawet na chrzest Marokańczyków8. Ogólnie rzecz biorąc, omawiane regiony zdominowane były przez Arabów. Przez wiele wieków nie były terenem działalności misyjnej Kościoła. Dopiero pojawienie się świętych: Dominika i Franciszka, pozwoliło na nowo objąć troską tamtejsze tereny. Poza niewielkimi sukcesami dokonanymi na polu nawrócenia, zwłaszcza tam, gdzie władcami byli chrześcijanie, nie zdołano wiele zrobić. W innych krajach, gdzie panowanie muzułmanów było mocne, na przykład w Egipcie, Palestynie czy w Hiszpanii, przed przyjęciem nowej religii odstraszała kara śmierci. Dotyczyła ona także misjonarzy próbujących nawracać na chrześcijaństwo9. Jeśli zaś chodzi o sytuację w Ziemi Świętej, to była ona dość niewygodna dla chrześcijaństwa tamtych czasów, bo owe tereny znajdowały się pod dominacją islamu. Bronią jaką wówczas się posłużono były wyprawy krzyżowe10. Przełomowym momentem, który sprowokował chrześcijan do walki z muzułmanami, było zajęcie przez nich Jerozolimy w 1187 roku. Uniemożliwienie odbywania pielgrzymek do Ziemi Świętej stało się motywem przeważającym, by już nie tylko bronić się, ale zaatakować w celu odzyskania miejsc świętych dla chrześcijaństwa. Do udziału w krucjatach werbowano ustnie, pisemnie, a nawet starano się poruszyć wyobraźnię przez ukazywanie Jezusa zalanego krwią. Przedstawiano Go na obrazach wraz ze słowami: Oto Chrystus, którego Mahomet, prorok muzułmanów uderzył, zranił i zamordował11. Nawet zakony rycerskie, które wcześniej służyły pomocą ludziom, zwłaszcza chorym, bądź udającym się do Jerozolimy, wcieliły się w szeregi wojsk krucjaty. Trzeba też wspomnieć, że udanie się do Ziemi Świętej w celu wyzwolenia jej, w przypadku śmierci, zapewniało zbawienie. Męczeństwo poniesione podczas wyprawy krzyżowej jawiło się zatem jako pewna droga do nieba12. Idea pójścia do poganNa drogę oddania życia za wiarę zapragnął wejść także
św. Franciszek. Ponaglany pragnieniem dzielenia się Dobrą Nowiną z niewiernymi,
wyruszył poza swą ojczystą Italię po raz pierwszy w roku 1212, obierając
za cel Syrię. Statek, którym płynął nie zawinął jednak do portu przeznaczenia,
lecz z powodu burzy przerwał rejs w Dalmacji. Następna wyprawa, realizowana
w roku 1214 lub 1215, już nie morzem, lecz na pieszo, przez sąsiednią
Francję oraz Hiszpanię, również się nie powiodła13.
Tym razem choroba stanęła na przeszkodzie w tym szlachetnym zamiarze
przepowiadania w Maroko, do którego Franciszek chciał dojść, by przyczynić
się do nawrócenia kalifa MohamedabenNassera. Niestety dotarł tylko
do Hiszpanii, z której zmuszony był wrócić do Włoch14.
I choć ponownie został zatrzymany, nie zaniechał przedsięwzięcia kilka
lat później15. Zmienił tylko kierunek wybierając się
znowu do Ziemi Świętej. Tam zaś sytuacja między muzułmanami a chrześcijanami
reprezentowanymi przez krzyżowców była napięta. Nie zważając na mogące
spotkać go niebezpieczeństwa, udało mu się dostać do samego sułtana
Melek el Kamela. I chociaż nie osiągnął palmy męczeństwa, nie można
mu odmówić odwagi, bo przecież nie bał się przejść nawet przez ogień
w jego obecności16. Dotarcie do niego również było
niewymownym wyrazem męstwa, bo dokonało się nie wtedy, kiedy miało miejsce
zawieszenie broni, lecz w pełnym ferworze walki. Franciszek dzięki temu,
że był rozpalony żarliwością swej wiary nie bał się przejść do wojska
wrogów17. Zdarzenie to, tak opisał współczesny Franciszkowi
Jakub z Vitry: Schwytany na drodze przez Saracenów powiedział: Jestem
chrześcijaninem, zaprowadźcie mnie do waszego pana. Gdy Franciszek znalazł
się przed obliczem sułtana, dzikie i pełne grozy spojrzenie władcy zmieniło
się w samą łagodność, bo dostrzegł w nim męża Bożego. Przez kilka dni
pozwolił Franciszkowi głosić wiarę Chrystusową sobie i swoim ludziom
i uważnie mu się przysłuchiwał. Jednak w obawie, że przekonywująca moc
słów Franciszka mogłaby niektórych jego żołnierzy nawrócić do Pana i
skierować do obozu wojska chrześcijańskiego, nakazał odprowadzić Franciszka
z szacunkiem i pod eskortą na stronę chrześcijan. Na pożegnanie powiedział
do niego: módl się za mnie, aby Bóg objawił mi to prawo i tę wiarę,
która najbardziej jest mu miła18.
Wymienione wyżej fakty świadczą, że Biedaczyna z Asyżu w swej duchowości był inspirowany pragnieniem apostołowania wśród niewiernych, choć nie posługiwał się terminami: "misje" czy "misjonarz". Takie pojęcia były obce epoce, w której żył; na pojawienie się tych określeń trzeba było czekać aż do wieku XVI19. Mimo tego, że pierwsze próby głoszenia Ewangelii poganom podjęte przez Serafickiego Ojca mogły uchodzić za nieudane, trzeba stwierdzić, że Ťorientacja życiowať jaka go charakteryzowała, a którą udało mu się zaszczepić w braciach, była na wskroś misyjna20. Franciszek przez fakt zapatrzenia się w Jezusa, pomimo skłonności, by wieść życie ukryte, postanowił zostać misjonarzem za przykładem Mistrza, który został posłany przez Ojca, by przynieść ludziom zbawienie. Odkrył jednak, że być nim, to przede wszystkim nie tyle głosić przesłanie, co związać całe istnienie z tajemnicą zbawienia, uczestniczyć w misji Chrystusa21. Posługę misyjną postrzegał przez pryzmat życia zanurzonego w Ewangelii, odzianego w szatę mniejszości i ubóstwa, czerpiącego swą żywotność z adorowania Pana i będącego świadectwem Dobrej Nowiny, dawanym przez wspólnotę braterską. Słowa Jezusa przyjmował jako wytyczne dla swego życia. Nie zaopatrywał się w żadne materialne zabezpieczenia. Był pełen duchowej radości. Zapatrzony w Mistrza chciał jak najwierniej utożsamić się z Jego misją22. Kontemplując Chrystusa wcielonego i ukrzyżowanego, dawał podwaliny pod swoje rozumienie misji. Nawoływał braci, by swe powołanie traktowali przede wszystkim jako dar służący zbawianiu innych: Bóg powołał nas nie tylko dla naszego zbawienia, ale dla zbawienia wielu, abyśmy szli przez świat zachęcając wszystkich bardziej przykładem niż słowami do czynienia pokuty za swe grzechy i do pamiętania o przykazaniach Bożych (3 Tow 36)23. Z faktu śmierci Chrystusa wypływała naczelna prawda, którą Franciszek chciał żyć zdobyć dusze dla Jezusa, aby On mógł obdarzyć je zbawieniem. Ta prawda motywowała jego modlitwę, głoszenie i świadectwo. To samo pragnienie chciał przekazać braciom, czując się wraz z nimi posłanym do walki o dusze, o które również walczył diabeł24. Poprzez taką postawę Seraficki Ojciec ukazał światu macierzyńskie oblicze Kościoła. Działalność misyjna pobudzana pragnieniem ogarnięcia miłością każdego człowieka, na wzór matki kochającej każde swoje dziecko, na końcu czasów wyda owoce w postaci nawróconych ludzi, zrodzonych do życia wiecznego przez jego modlitwy25. Jeżeli zaś mowa o modlitwie, warto wspomnieć, że w wypełnianiu tego zadania Franciszek nie pominął braci, którym nie było dane pójść do pogan. Sam bowiem był bardzo przekonany, że przez modlitwę i dobre dzieła inni najbardziej pokorni zakonnicy mogą dzielić zasługi każdego efektywnego apostolstwa, które rozwijają bracia przeznaczeni do przepowiadania i nawracania niewiernych (Celano, Vita II, 164; Leg. Perus., 100b)26. Życie ewangeliczne, bardziej przemawiające świadectwem niż słowami, jawi się jako pierwszy symptom życia misyjnego. Oznaki takiego życia Franciszek widział również w ubóstwie, wskazującym na dobra o wiele cenniejsze od materialnych. Dzięki tej postawie zamierzał zaszczepić ducha wielkoduszności w braciach. Posługa głoszenia Królestwa miała być odpowiedzią na miłość i zbawienie darmo dane. Na przekór temu, co proponowali chociażby rycerze, tak bardzo żądni prestiżu i odnoszenia zwycięstw w swych konkwistach, Seraficki Ojciec mając na uwadze mniejszość i ubóstwo docierał do ludzi z potencjałem miłości ubogiej i pokornej27. Patrząc na Franciszka udającego się do Ziemi Świętej, ukazuje się jeszcze jedno przesłanie tak charakterystyczne dla jego misji. Mianowicie chodzi o chęć pokojowego rozwiązania konfliktu. Kiedy z jednej strony krzyżowcy, a z drugiej muzułmanie, wszyscy uzbrojeni, zamierzali stoczyć walkę, pojawił się Biedaczyna z Asyżu nawołujący do zaniechania stosowania przemocy i do zaprzestania wojny. Można w nim ujrzeć raczej pielgrzyma niż rycerza, misjonarza niż wojownika, zatroskanego o nawrócenie Saracenów słowami i przykładem28. Franciszek nie nawrócił nikogo, nie osiągnął palmy męczeńskiej, ale za to przyczynił się do ewolucji idei krucjaty: odtąd zaczęto ją rozumieć jako wyprawę pokojową, misyjną nie z mieczem, ale krzyżem w ręce29. W zaistniałej sytuacji stał się zwiastunem pokoju, poprzez zaniesienie go sułtanowi. Wszystkich nim obdarzał, także złoczyńców, a dzięki swemu usposobieniu zjednał nawet wilka z Gubbio, jak poświadczają Kwiatki (zob. Kw 21). To w wyniku jego interwencji w wielu miastach zapanował pokój30. Dzięki takiej postawie na Franciszka i pierwszych braci patrzono jak na "posłańców Ewangelii i pokoju"31, a wypowiadane słowa "Pokój i Dobro" były jak dewiza franciszkańskiej ewangelizacji...32. Głoszeniu pokoju towarzyszyło nawoływanie do pokuty oraz zachęta do przyjęcia miłości Boga i podziwiania Jego darów. W tym celu wysłał braci na wszystkie strony świata. Natomiast fakt przelania krwi przez Chrystusa stał się dla niego okazją, by zaprosić ich do posługi misyjnej przez współcierpienie z Mistrzem, bo wszystko co przeciwstawiało się misji, pomagało zrozumieć ją w duchu ofiary z siebie. Widać zatem, że chęć zostania męczennikiem nie była obca Franciszkowi, gdyż dla niego ewangelizować, być misjonarzem, znaczy związać swoje życie z Paschą Pana33. Pragnienie to wyrosło raczej jako owoc przemyśleń i wpatrywania się w Jezusa obecnego na Krzyżu niż jako pomysł, mający mu przyjść do głowy na Wschodzie, choć według biografów utożsamiane jest właśnie z zamiarem odbycia podróży na Wschód. Pan nasz Jezus Chrystus, w którego ślady powinniśmy wstępować (por. 1 P 2, 21), nazwał przyjacielem swego zdrajcę (por. Mt 26, 50) i oddał się dobrowolnie tym, którzy Go ukrzyżowali. Naszymi więc przyjaciółmi są ci wszyscy, którzy nas niesprawiedliwie dręczą i nękają, upokarzają i krzywdzą, zadają ból i cierpienie, męczarnie i śmierć. Powinniśmy ich bardzo kochać, ponieważ dzięki temu, co nam czynią, otrzymamy życie wieczne (1 Reg 22, 2-4). Męczeństwo nie było niczym innym jak tylko odpowiedzią daną Chrystusowi na Jego miłość. wyrażoną właśnie w oddaniu życia. Do Ťszczytu doskonałościť Franciszek chciał dojść właśnie przez nie, zdobyć je dzięki głoszeniu wiary chrześcijańskiej i pokuty Saracenom i innym niewiernym34. Tą postawą Franciszek miał zarazić swych współbraci do tego stopnia, że według Piotra Olivii, w Lectura super Apocalipsis, mają oni przyczynić się do nawrócenia ŤSaracenów i pozostałych niewiernychť jeszcze przed sądem ostatecznym, by w ten sposób wypełnić swą posługę w Kościele, stając się często męczennikami35. Posługa misyjna braciFranciszkańska Reguła Życia jest swoistą nowością w
dziejach Kościoła, przede wszystkim przez fakt wypowiedzenia się na
temat braci pragnących udać się za granicę, by poganom ukazać miłość
Chrystusa36. Dzięki takiemu podejściu otwarcie się
braci na ówczesny świat, wykraczające poza własny kraj a nawet Europę,
objęło ludy ze Wschodu czy z północnej Afryki37. Pole
działalności misyjnej nie było ograniczone. Pierwsi bracia, którzy gotowi
byli na męczeństwo, nazywając się uczniami Franciszka, wyznawali jednocześnie,
że zostali posłani na świat, by przepowiadać do chrześcijan, Saracenów
i Żydów38.
Według świętego Franciszka, posługa misyjna powinna ogarnąć wszystkich pozostających poza kręgiem chrześcijaństwa. Potwierdzają to słowa pierwszej i drugiej Reguły: Pan mówi: Oto Ja was posyłam jak owce między wilki. Dlatego, gdyby którykolwiek brat chciał udać się między Saracenów i innych niewiernych, niech idzie za pozwoleniem swego ministra i sługi (1 Reg 16, 1.3). Bracia, którzy za Boskim natchnieniem zechcieliby udać się do Saracenów i innych niewiernych, niech proszą swoich ministrów prowincjalnych o pozwolenie. Ministrowie zaś niech udzielają pozwolenia tylko tym, których uznają za odpowiednich do wysłania (2 Reg 12, 1-2). Owszem potrzebna jest tu zgoda przełożonych, ale szczególnie podkreślone zostaje w tym przypadku pragnienie brata mniejszego, zrodzone z Bożej inspiracji, aby zostać misjonarzem. Minister już nie tyle ma zrobić egzamin dotyczący przygotowania, co raczej stwierdzić czy proszący się nadaje, a to odnosiłoby się do wzięcia pod uwagę niezbędnych właściwości psychofizycznych do wypełnienia zadania39. Poza tym Franciszek przestrzega ministrów, by nie przeciwstawiali się Bożemu natchnieniu i potwierdzili je, pozwalając braciom pójść do niewiernych. Ta przestroga jest o tyle uzasadniona, o ile powołanie misyjne jest darem Boga. Owszem, Reguła zatwierdzona opowiedziała się w tej sprawie na korzyść zachowania porządku i posłuszeństwa przełożonym, ale nie zrezygnowała z patrzenia na powołanie misyjne przez pryzmat Bożej inspiracji40. Bracia przepowiadając na misjach, czynią to na sposób kerygmatyczny; ich posługa jest bardziej charyzmatyczna niż jak miało to miejsce w przypadku kaznodziei oficjalnie wyznaczonych przez Kościół41. Ich duchowość misyjna jest jednocześnie duchowością franciszkańską i dlatego winna charakteryzować się pokorą, ubóstwem, świadectwem życia, wolnością wewnętrzną, braterstwem, zapałem apostolskim i przede wszystkim posłuszeństwem Kościołowi, co z kolei jest wyrazem prawdziwego zjednoczenia z Jezusem. Patrząc zatem na posługę misyjną przez pryzmat wymienionych cech, można orzec, że jest ona najbardziej heroiczną formą miłości i posłuszeństwa zakonnego, dobrowolnie podjętą przez brata, chociaż uwarunkowaną przez założyciela od "natchnienia Boskiego" lub szczególnego powołania42. Misje zatem jawią się jako coś więcej niż zwykła obecność pośród pogan. Zobowiązują one do służenia, wybrania drogi pracy, zajmowania niższego stanowiska43. Zwiastowanie Ewangelii odbywa się przede wszystkim na sposób "duchowy" a nie "cielesny". To znaczy, nie w zgodzie z ludzkimi upodobaniami, lecz stosownie do Bożych zamiarów. W praktyce oznaczałoby to rozwój życia według Ducha pośród niewiernych a nie konkwistę czy prozelityzm44. W pierwszym rzędzie bracia mają dawać świadectwo swej wiary przez sposób życia. ... nie wdawać się w kłótnie ani w spory, lecz być poddanymi wszelkiemu stworzeniu ze względu na Boga (1 P 2, 13) i przyznawać się do wiary chrześcijańskiej (1 Reg 16, 6)45. I dopiero wtedy, gdyby uznali to za słuszne i gdyby wiedzieli, że tak się Panu podoba, niech głoszą słowo Boże... (1 Reg 16, 7) . Widać tu, że priorytet ma wyznanie wiary w Chrystusa potwierdzone czynami. Słowa zaś o tyle mają rację bytu, o ile pojawi się taka potrzeba, by głosić wiarę chrześcijańską i nawoływać do przyjęcia chrztu świętego46. Kapituła generalna braci, odbyta w 1217 roku, przyczyniła się do skonkretyzowania i wcielenia w życie pragnień związanych z udaniem się do pogan. Poza tym, że podzielono zakon na prowincje wewnątrz Włoch, a także w obrębie Europy, zdecydowano się dotrzeć na Bliski Wschód i założyć prowincję Syrii z Palestyną i Wschodem śródziemnomorskim47. Dotarcie braci misjonarzy do Ziemi Świętej poświadcza fakt założenia tam przez brata Eliasza, jeszcze w tym samym roku, kustodii ("Custodia di Terrasanta"), która była sercem syryjskiej prowincji. Obejmowała ona tereny między Konstantynopolem a Syrią i Egiptem48. Już w roku 1220 ta wschodnia misja dość dobrze zorganizowana, miała pewną ilość domów i braci49. Poza tym franciszkańskie misje próbowały rozwinąć się w północnej Afryce. Pomimo tego, że objęły wówczas znaczną jej część, w znikomym stopniu dotyczyły Saracenów, a ograniczyły się do opieki religijnej nad kupcami, najemnikami i niewolnikami chrześcijańskimi50. Po wspomnianej kapitule z 1217 roku, wysłano brata Idziego do Tunezji51. Próba posłania braci do tego kraju zakończyła się jednak niepowodzeniem, bo przyczyniła się do tak wielkiego zamieszania, iż inni wyznawcy Chrystusa, handlujący na tamtych terenach, zalecili im powrót do ojczystego kraju. Został tylko jeden brat, a kupcami zajęli się dominikanie. W Egipcie natomiast nie podejmowano nowych akcji, lecz ograniczono się do objęcia troską tamtejszych katolików52. Misjonarze początkowo nawet zyskiwali posłuch u Saracenów, kiedy ich przepowiadanie związane było tylko z Panem Jezusem i przyniesioną przez Niego Dobrą Nowiną. Problem pojawiał się wtedy, gdy zaczynali głosić to, co dotyczyło wprost Mahometa. I gdy weźmie się jeszcze pod uwagę ich głębokie pragnienie męczeństwa, staje się jasne, że działalność misyjna niektórych braci kończyła się śmiercią. Zresztą sam Franciszek na misje patrzył przez pryzmat możliwego męczeństwa, co wydawało mu się najbardziej zgodne z Ewangelią53. Tym bardziej, że pojmował je jako łaskę54. Dość wyraźnie wskazuje na to wieść o pierwszych pięciu męczennikach, bo pozwoliła mu nazwać ich swymi braćmi55. Tej łaski, to znaczy przypieczętowania własną krwią prawdziwości głoszonej Dobrej Nowiny, dostąpili oni w Maroko, na początku roku 122056. Ważnym momentem dla misji było wydanie bulli Vineae Domini z 1225 roku, przez Honoriusza III, dotyczącej nawracania niewiernych przez synów świętego Franciszka i świętego Dominika57. Bulla ta dotyczyła podjęcia ewangelizacji w królestwie Miramoliny. W kolejnym dokumencie z 1226 roku, tenże papież nakazał arcybiskupowi Toledo, by do wspomnianego królestwa zostali posłani jeszcze inni zakonnicy, zalecając nawet, aby niektórych z nich ustanowić biskupami. Natomiast inną bullą wydaną w tym samym roku, Honoriusz III pozwolił na pewne przywileje braciom pracującym na misjach. Zgodził się na noszenie ubrania według miejscowego zwyczaju, zapuszczenie włosów i brody, posługiwanie się pieniędzmi58. Biorąc pod uwagę tylko pierwsze objawy posługi ewangelizacyjnej św. Franciszka i jego braci, dotyczące życia Serafickiego Ojca (1181-1226), bez wątpienia można stwierdzić, że duchowość misyjna jaką zaproponowali franciszkanie miała swoje konkretne przełożenie na życie. Fakty historyczne są nie tylko jej ilustracją, lecz jasnym stwierdzeniem, że nie pozostawała ona wyłącznie w sferze idei. Słowo Boże rzucone na glebę serca Biedaczyny z Asyżu, mówiące o rozesłaniu uczniów przez Jezusa (zob. ŻW 3, 1) tak się rozrosło i zaowocowało, iż zaczęło zataczać coraz szersze kręgi. Najpierw objęło tych, którzy się do niego przyłączyli, a z czasem ogarnęło ludzi z pobliskich miast, sąsiednich krajów, by w końcu sprawić, że posługa misyjna pierwszych synów św. Franciszka w Afryce i na Wschodzie otworzyła w istocie wielką drogę i historię misji katolickich w świecie59.
|

